Skip to content

Ewo, dziękuję

April 30, 2012
śp. Ewa Wilcz-Grzedzińska

Foto: śp Ewa Wilcz-Grzędzińska. (Copyright by Piotr Bernaś/Polskapresse)

Zarażała optymizmem, tryskała energią i miała szerokie serce. Prominentna dziennikarka, redaktorka i współtwórca najważniejszych polskich gazet i czasopism Ewa Wilcz-Grzędzińska zmarła w czwartek, 26 kwietnia 2012 r, w Warszawie.

Angielski myśliciel C.S. Lewis powiedział kiedyś, że za każdym razem gdy umiera człowiek, którego znaliśmy w naszej duszy odtwarza się film. Przed oczyma stają nam chwile radości i smutku jaki dzieliliśmy z tą osobą. Jest to skarb, i zarazem remedium, które pozwala nam na łatwiejsze pogodzenie się ze stratą i żalem, który nas wówczas ogarnia.

Nie inaczej jest dziś. Po odejściu Ewy także we mnie odtwarza się ów film.

Lato 2008 roku. W Stanach Zjednoczonych trwa kampania prezydencka. Ale w Polskich dziennikach jest trudno zauważalna. W mojej rodzimej redakcji, oględnie mówiąc, pomijana. Bo w Polsce ważnych tematów nie brakuje: rząd podpisał umowę ws. tarczy rakietowej, za dwa tygodnie nowy budżet a na horyzoncie wybory prezesa PZPN. Moja propozycja sylwetki wieloletniego przyjaciela kandydata Demokratów na prezydenta Baracka Obamy spotyka się ze wzruszeniem ramion. Trudno w pięć minut wyjaśnić prowadzącym kim jest dla Obamy pastor Wright… Kogo to interesuje? Z moich rozmyślań wyrywa mnie znajomy głos: „Tomeczku, a ty byś czegoś nie napisał? Prowadzę gazetę w przyszłym tygodniu”. Chwilę później staram się tak zwięźle jak tylko potrafię zarysować w rozmowie z Ewą sylwetkę kontrowersyjnego pastora. „To bardzo ciekawe, napiszesz na kolumnę, na jutro?” Widząc moje zdziwienie dodaje: „Na jutro Tomeczku bo ja jutro też prowadzę. Cóż to jest dla ciebie…. W razie czego pomogę ci”. I tak też było. Kilka godzin przed zamknięciem gazety Ewa naniosła poprawki i wygładziła mój język. Na jej prośbę rozszerzyłem tekst.

Lato, rok później. Jedziemy samochodem Ewy do jednego ze znanych ekonomistów, który zgodził się porozmawiać z nami na temat kontrowersyjnego tekstu profesora Paula Krugmana o przyczynach kryzysu finansowego. W drodze Ewa jednak opowiada mi o kolejnych zwolnionych właśnie przez dawną redakcję naszych kolegach i koleżankach. „Co możemy dla nich zrobić? Jak sądzisz?” – w jej głosie słyszę zatroskanie. Nie ukrywam zaskoczenia tym pytaniem, bo przecież jestem tylko jej współpracownikiem.

Zastanawiamy się co będzie poruszać wyobraźnię i umysły naszych czytelników w najbliższych kilku tygodniach. Zamówimy teksty. Zapisuję tematy przypasowując nazwiska kolegów i koleżanek, o których rozmawiamy. „Tomeczku, musimy to zrobić szybko. Oni są w trudnej sytuacji porozmawiam o tym z Mariuszem” – dodaje. (Mariusz to założyciel i pierwszy redaktor naczelny „Obserwatora Finansowego” Mariusz Ziomecki). Wracając rozmawiamy o idei przebaczania i pojednania za jaką opowiadał się jeden z jej ulubionych pisarzy: François Mauriac. Francuski noblista przeciwstawiał się czystkom kolaborantów nazistowskich przekonując iż nie służą one pokojowemu rozwojowi Republiki. Analogii do sytuacji współczesnej Polski nie brakuje… Naszą rozmowę przerywa telefon. To jedna z dziennikarek, której Ewa stara się właśnie pomóc.

Wiosna 2010 roku. Na korytarzu gdzie znajdują się nasza skromna redakcja zapanowała cisza. Kilka godzin wcześniej ostatni urzędnik zamknął drzwi. Parking za oknem świeci pustkami. Ale w pokoju Ewy ruch. Przygotowujemy artykuły na kolejny tydzień. Zastanawiamy się nad kolejnymi tematami. Wydzwaniamy autorów. W pewnej chwili Ewa zaprasza mnie bym usiadł obok jej biurka. „Popatrz to są nowe teksty. Zamówiłam kolejne”. Ewo jak sądzisz Obserwator, to co robimy, ma szanse rozwoju? „Często mnie pytają czy nie obawiam się tak wielu nowych pomysłów, ale wiesz… mnie niepokoi gdy wciąż słyszę stare. Ja lubię innowacje…” – i wybucha radosnym śmiechem.

Film trwa nadal… Fabuła nadaje tempo oddechowi, ale liryka scen nie pozwala by go nam zabrakło. Jeszcze wiele wątków pojawi się na ekranie duszy. Jeszcze wiele myśli będzie ją karmić…

Ale nadszedł już właściwy moment, by nieco zwolnić tę projekcję. Może nawet na chwilę ją zatrzymać, jeśli to tylko możliwe. Bo C.S. Lewis twierdzi także, że osoby które znamy pozostawiają w nas cząstkę siebie. Ona się ujawnia i kształtuje w największym stopniu gdy się z nimi spotykamy. Ale nawet po ich odejściu ta cząstka trwa w nas pomnażając dobro jakim obdarzamy innych. Ewa pozostanie w każdym z nas osobna i równocześnie w nas wszystkich, o których się troszczyła i kochała.

Comments are closed.

%d bloggers like this: