Skip to content

Reagan kontra pokerzyści

March 2, 2012

Żaden Polski polityk, zwłaszcza z prawej strony sceny politycznej, nie może porównywać się z Ronaldem Reaganem. Ich zwycięstwo wyborach przypomina raczej sukces szulera, który wygrał kolejną partię oszukańczego pokera.

Reagana najlepiej opisuje termin zaczerpnięty z czasów starożytności, który opisywał władców Rzymu: Pontifex Maximus to znaczy budowniczy mostów. Bo prezentując w sposób klarowny swoje zdanie potrafił łączyć, a nie dzielić, uspokajać a nie antagonizować i szukać konsensusu, a nie sporu. Jego światopogląd wydawał się być pomocą, a nie przeszkodą w dialogu z milionami Amerykanów. Ale krytycy go nie oszczędzali. „Drugorzędny aktor”, „szalony kowboj” czy „intelektualna miernota” to jedne z najdelikatniejszych spośród arsenału uderzających w niego epitetów. On jednak nigdy się nie obrażał, odwracał czy frustrował. Te incydenty traktował jako jeszcze jedną okazję do dialogu. Właśnie dlatego Amerykanie powierzyli mu największą odpowiedzialność: prezydenturę. Ich zdaniem był najlepszym kandydatem. Został wybrany przeważającą większością głosów. Zdobył zaufanie 44 mln wyborców (50,7) i 489 elektorów a jego oponent Jimmy Carter 35,5 mln (41 proc) i zaledwie 44 elektorów. W okresie swojej prezydentury starał się kiedy tylko mógł uzyskać zrozumienie i zaufanie Amerykanów dla swoich decyzji.

W Polsce jest zupełnie odwrotnie. W 1989 roku przed wyborami kontraktowymi kandydaci opozycji starali się uzyskać jak najszersze poparcie wyborców w walce o mandat wyborczy. W kolejnych, pierwszych wolnych wyborach 1991 roku uchwalona ordynacja zaczęła powoli utrudniać kierowanie się tym szlachetnym motywem. Z wyboru do wyborów, kampanii na kampanię było coraz gorzej. W końcu okazało się, że jednoczenie i uzyskanie konsensusu jest politycznie nielogiczne bo działa wbrew interesom reprezentantów narodu.

Jak to jest możliwe? Otóż cała logika sporu politycznego w Polsce sprowadza się do tworzenia coraz głębszych podziałów. Od lustracji do Smoleńska, od autostrad po elektrownię atomową jak Polska długa i szeroka słychać odgłosy ciosów rozdawanych na prawo i lewo przez polityków na Wiejskiej. Po ich stronie stanęła część tak zwanych „społecznych” mediów, które wrzaskiem dopingują swoich ulubieńców na ringu. Najgłośniej krzyczą neofici, którzy jeszcze niedawno kpili z części dziś głoszonych przez siebie poglądów. Wielu polityków oraz ich sekundantów wypadło dawno z ringu i przenosi swoje zgorzknienie i frustrację na zewnątrz, do innych krajów.

Taka jest konsekwencja najpoważniejszego błędu popełnionego przez konstruktorów polskiej demokracji – wprowadzenia pseudo-proporcjonalnej ordynacji wyborczej (proporcjonalna ordynacja to ordynacja większościowa). Jest to mechanizm negatywnego doboru wskutek działania, którego w ławach sejmowych zasiadają coraz mniej utalentowani, mniej kompetentni i mniej doświadczeni reprezentanci narodu. W ich interesie funkcjonują podziały, które zapewniają im dostatnie życie pozwalając partiom, który nikt albo prawie nikt nie popiera być wybieranym do Sejmu. Sama kwestia „reprezentacji” posłów jest kwestią problematyczną, bo jak mówi Konstytucja RP nie wiążą ich instrukcje wyborców. A co ich zatem „wiąże” ? I kogo właściwie reprezentują? W oczywisty sposób ślepe posłuszeństwo liderom partyjnym. Bo to ich widzimisię zależy czy znajdą się na dobrych miejscach list wyborczych w kolejnych wyborach. To właśnie narzędzie władzy jakim jest władztwo przywódców partii nad swoimi posłami niczym bat na osły sprawia, że dzierżą oni najpotężniejszą władzę w państwie. Ten fakt sprawia, że jak powiedział były Marszałek Sejmu, a obecny premier Donald Tusk wybory są „dniem oszustwa narodowego”. (“Polacy od lat mają przekonanie – i to przekonanie narasta – że dzień, w którym wybierają swoich parlamentarzystów, jest tak naprawdę dniem wielkiego oszustwa polskiego wyborcy przez aparaty partyjne.” – Sejm RP. 3.01.2003 roku)

W oczywisty sposób coraz mniej wyborców chce brać udział w tej farsie co pokazuje z wyborów na wybory topniejąca frekwencja.

Ta ordynacja pseudo-proporcjonalna jest przeszkodą, by Polacy mogli wyłaniać przedstawicieli takich jak Ronald Reagan. Którzy oparcie znajdują w woli wyborców a nie arbitralnej decyzji liderów partyjnych. Którzy mają szanse w Parlamencie dotrzymać złożonych w czasie kampanii obietnic a nie tracić twarz przed tymi, którzy im zaufali wskutek wodzostwa partyjnych przywódców. Którzy wyrastają na przywódców a nie na przyczepki partii politycznych. Którzy wygrywają nie gry z ustawionym wcześniej wynikiem, a prawdziwe konkursy wyborcze. Tak jak Ronald Reagan, który wygrał co najmniej trzykrotnie: jako gubernator i prezydent.

Polacy mają prawo do prawdziwej demokracji. Dziś jest ono im zabrane wskutek oszukańczej ordynacji wyborczej. Takiej, która wynik wyborczy ustawia z góry przy pomocy wielu wbudowanych mechanizmów, którym jest także manipulacja miejscami na listach wyborczych. Polityczna korupcja na masową skalę już dawno powinna zainteresować odpowiednie organa ścigania. Jednak odbywa się przy aprobacie polityków, prawników i ekspertów, a nawet hierarchów Kościoła, w świetle jupiterów. Poza Ruchem Jednomandatowych Okręgów Wyborczych nikt nie zdaje się zauważać, że odebrane zostało też Polakom prawo do kandydowania (nikt kto nie zarejestruje list kandydatów we wszystkich okręgach wyborczych nie może skorzystać z prawa wyborczego).

I tak od 1989 roku, można chyba powiedzieć, że ‘szuler’ ogrywa uczciwych graczy w kolejnej oszukańczej partii pokera. Mając świadomość kim był Reagan, jakie wartości reprezentował i w obronie jakich stawał, aż trudno nie stwierdzić, że z obrzydzeniem odniósłby się do takiego mechanizmu wyborów. I gdyby mógł, podobnie jak wielu jego współpracowników namawiałby do wprowadzenie ordynacji większościowej z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Bo jest to jedyny postulat, który położy kres bezsensownym kłótniom i pozwoli włączyć się wielu Polakom, potencjalnym Reaganom, w budowę Polski.

Comments are closed.

%d bloggers like this: